Trzy lata pracy z dziećmi nauczyły nas jednego: jeśli pierwsze 15 minut nie zaskoczy, reszta kursu nie ma znaczenia. Tak ułożyliśmy każdą lekcję.
Każda lekcja kończy się czymś, co dziecko może pokazać. Skrypt, który działa. Mapa, którą da się zagrać. Strona, którą widać w przeglądarce.
Maksymalnie 4 osoby na lekcji. Dziecko nie znika w tłumie, instruktor zna jego projekt i wie, gdzie utknęło.
60 minut to mało, więc każda lekcja to mini-projekt. Co 3–4 tygodnie składamy je w większy: gra, strona, bot.
Po każdej lekcji rodzic dostaje krótkie podsumowanie: co dziecko zrobiło, gdzie utknęło, co planujemy dalej. Bez czarnej skrzynki.
„Co zostało nam z poprzedniej lekcji? Co Cię zaskoczyło? Co chcesz dziś zrobić?" Zaczynamy od dziecka, nie od slajdu.
Krótko. Konkretnie. Zawsze w kontekście projektu, który dziecko już zna.
Dziecko koduje, instruktor obserwuje i interweniuje tylko, gdy potrzeba. Nie podajemy gotowych rozwiązań — pokazujemy, gdzie szukać.
Dziecko pokazuje, co zrobiło — instruktorowi i sobie. Zapisujemy 1–2 rzeczy na następny tydzień.
Krótka wiadomość na e-mail / Messenger: co dziecko zrobiło, jakie były postępy, na co zwrócić uwagę.
Raport wysyłamy e-mailem lub Messengerem — krótko i konkretnie. Bez pedagogicznego bełkotu.
Cześć! Krótkie podsumowanie dzisiejszej lekcji Kuby.
✅ Co zrobiliśmy: Kuba skończył system kolizji w swojej grze platformowej — piłka już nie przepada przez podłogę. Zrozumiał jak działają prostokąty w Pytonie i sam naprawił błąd po tym jak go naprowdziłem.
🔍 Gdzie utknął: Miał chwilę problem z wcięciami w pętli — to normalne na tym etapie. Wyjaśniliśmy to i teraz rozumie.
📌 Na następną lekcję: Dodajemy punkty i interfejs. Gra zaczyna wyglądać jak prawdziwa gra!
Do zobaczenia za tydzień — Kamil
Przykładowy raport. Twój będzie o Twoim dziecku i jego projekcie.
60 minut z instruktorem — bez prezentacji, od razu do kodu.